Dla ekonomisty zupełnie jasnym jest, dlaczego ludzie z ubogą przeszłością seksualną decydują się na rzadsze stosunki seksualne: ich usługi mają zaniżone ceny. Jeśli seksualni konserwatyści mogliby skutecznie reklamować swoją historię, to świadomi zagrożenia wirusem HIV konkurenci rywalizowaliby w okazywaniu im uwagi. Ale tak się nie dzieje, ponieważ konserwatystów jest zbyt trudno zidentyfikować. Niewystarczająco nagradzani za obniżanie standardów, niewystarczająco obniżają standardy.
Jeśli bierzesz sobie nowego partnera seksualnego musisz liczyć się z tym, że poniesiesz jakieś koszta i będziesz miał jakieś korzyści. Tak jakbyś prowadził własny biznes. Spowodujesz też nałożenie kosztów oraz korzyści na innych, ale to już jest biznes należący innych ludzi. Jeśli twoja przeszłość pełna jest lekkomyślnej swobody seksualnej to to jest twój koszt. Każdy stara się złapać partnera w wielkim społecznym potoku, a ty go zanieczyściłeś, ledwo się zanurzyłeś. Ale jeśli zawsze byłeś ostrożny i przeprowadzałeś selekcję, prawdopodobnie podniesiesz średnią jakość zasobów potencjalnych partnerów. Wystarczy, że wskoczysz do tego potoku, a on od razu stanie się czystszy. Dzięki tobie każdy, kto wybierze się dzisiaj na łowy, będzie miał większe szanse na złapanie bezpiecznego partnera. Tak jak każdy z pozostałych potoków społecznych, potok partnerów seksualnych ma zbyt wielu trucicieli i zbyt mało ochotników, którzy chcieliby go wyczyścić. Powodem, dla którego właściciele fabryk nie starają się chronić środowiska jest, to że są oni niewystarczająco nagradzani za ochronę środowiska (lub niewystarczająco karani za jego zanieczyszczanie). Oni mają z tego jakieś korzyści (nawet właściciele fabryk lubią czystą wodę i czyste powietrze), ale większość z tych korzyści trafia do osób zupełnie im nieznanych. Podobnie powodem, dla którego Martin, być może, nie zrobił wszystkiego by zwalczyć plagę AIDS (poprzez przespanie się z Joan) jest to, że oczywiście miałby z tego jakieś korzyści (na przykład zadowolenie seksualne), ale wiele z tych korzyści przeszłoby na przyszłych partnerów Joan oraz ich przyszłych partnerów. Drugą stroną tej analogii jest to, że czystość Martina jest rodzajem zanieczyszczenia – czystość zanieczyszcza środowisko seksualne poprzez zmniejszenie ułamka relatywnie bezpiecznych partnerów dostępnych w zasobach osób umawiających się na randki. Właściciele fabryk zanieczyszczają zbyt wiele, ponieważ muszą oddychać tylko małą częścią wytwarzanego przez siebie zanieczyszczenia; Martin zbyt często zostaje sam w domu, ponieważ ponosi tylko małą część konsekwencji. Analogia zanieczyszczenia jest tak silna, że narzuca morał w zasadzie każdej historii jaką można opowiedzieć. Konkludując stwierdzeniem, że Martin uprawiając seks z Joan powstrzymuje epidemię, należy przyjąć kilka założeń na temat tego, co robiliby Joan i Maxwell oraz wszyscy ich potencjalni partnerzy jeśli Martin zostałby w domu. Ale aby zakończyć stwierdzeniem, że Martin uprawiając seks z Joan sprawia, że świat staje się lepszy (gdzie "lepszy" odnosi się zarówno do kosztów choroby, jak i do korzyści płynących z uprawiania seksu) nie potrzeba żadnych z powyższych założeń. Jest to dość ogólna zasada, kiedy towar (w tym przypadku usługi seksualne Martina) ma zaniżoną cenę, to podaż jest za mała.
Oto, co już wiemy: Kiedy seksualni konserwatyści złagodzą swoje normy, korzyści przeleją się na ich sąsiadów. To wystarcza nam by stwierdzić, że świat stałby się lepszy gdyby ci ludzie tylko trochę wyluzowali. Istnieje, jednakże, więcej niż tylko jeden sposób na to by świat był lepszy. Może epidemia przestanie się rozwijać. Może ludzie będą bardziej cieszyli się seksem. Może epidemia będzie rozwijała się szybciej, ale ludzie będą tak bardzo cieszyć się seksem, że będzie to tego warte. Czysta teoria – pod przykrywką zasady potoku społecznego – mówiąca nam, że przynajmniej jedna z tych dobrych rzeczy musi się zdarzyć. Badania profesora Kremera dowodzą, że zdarzą się obie dobre rzeczy: będziemy uprawiać więcej seksu i mniej chorować. Jeśli chcecie tylko powstrzymać rozwój epidemii to dobrym na to sposobem, według badań profesora Kremera, jest częstsze uprawianie seksu. Ale jeśli chcecie maksymalnie zwiększyć przewagę korzyści nad kosztami, wtedy więcej seksu jest najlepszym wyjściem.
* A więc jak zachęcić Martina (i jemu podobnych) by częściej uprawiali seks? Chciałbym żeby ta książka skierowała go w dobrym kierunku, ale niestety, nie widzę powodu, dla którego tak miałoby być – nawet jeśli Martin przeczyta tę książkę i zupełnie ją zrozumie. (Jednak niech to nie powstrzymuje was od kupienia mu tej książki.) Martin wybrał już bowiem poziom aktywności seksualnej, który mu odpowiada. Prawdopodobnie nie zmieni tego poziomu, tylko dlatego, że doceni to grupa nieznanych mu osób – a mianowicie przyszli partnerzy seksualni Joan oraz ich przyszli partnerzy. Martin, będąc człowiekiem, przejawia tendencję do koncentrowania się na tym, co dobre dla niego, a nie na tym, co jest dobre dla społeczeństwa, w którym żyje. Można sprawić, że właściciel fabryki zrozumie, że szkodzi swoim sąsiadom, ale to nie to samo, co przekonanie go by przestał to robić. Tak więc potrzebujemy czegoś bardziej skutecznego niż zwykła edukacja. Wnioskując na podstawie ich zwykłych reakcji na kwestie ekologiczne, przypuszczam, że liberałowie zaatakowaliby zagadnienie nadmiernej wstrzemięźliwości seksualnej przez represyjne ustawodawstwo. Ale jako zwolennik systemu cen wolałbym pobudzić właściwe postępowanie poprzez dobrze rozplanowany system dotacji.BR> Innymi słowy moglibyśmy płacić ludziom za częstsze uprawianie seksu z większą liczbą partnerów. Ale to też nie jest idealne rozwiązanie, ponieważ nie chcemy by wszyscy częściej uprawiali seks z większą liczbą partnerów. Na przykład Maxwell jest już wystarczająco niewyżyty seksualnie. Problemem jest subsydiowanie przebudzenia seksualnego, bez jednoczesnego dotowania prawdziwej nadwyżki seksu.
To, czego nam potrzeba to nagroda, którą Martin będzie cenił, a Maxwell nie – na przykład coś w rodzaju karty bibliotecznej. Przypuszczam, że Maxwell ze swoim bujnym życiem towarzyskim, nie spędza zbyt wiele czasu w bibliotece. To zdecydowana poprawa, ale ciągle nie jest doskonale. Wyobraźmy sobie, że Martin podchodzi do lady, wygląda na stosownie zadowolonego, jego ubranie jest w nieładzie, jak w takiej sytuacji bibliotekarka pozna czy on naprawdę spełnił swoje obowiązki seksualne czy tylko robi sobie przedstawienie? Spróbujmy raz jeszcze: potrzebujemy nagrody, która nie przedstawia dla Martina żadnej wartości, chyba że naprawdę uprawiał seks. I tak jak powyżej, powinno to być coś, co rozważny Martin ceni sobie bardziej niż prowadzący bogate życie seksualne Maxwell. Na myśli przychodzi mi tylko jedna taka nagroda, która spełnia oba kryteria: bezpłatne (lub wysoko dotowane) prezerwatywy. By czerpać korzyść z bezpłatnych prezerwatyw Martin musi uprawiać seks. I prawdopodobnie Martin ceni sobie bezpłatne prezerwatywy znacznie bardziej niż Maxwell. Oto dlaczego tak się dzieje: Martin prawie na pewno nie jest jeszcze zarażony, tak więc możliwe, że prezerwatywa ratuje mu życie. Natomiast Maxwell wie, że może już być nosicielem wirusa, więc prezerwatywa w tym momencie robi mniejszą różnicę. Dotowane prezerwatywy mogą być przynętą dla Martina i wyciągnięciem go z jego skorupy bez pobudzania Maxwella do nowej, szalonej działalności.
Tak się składa, że jest jeszcze jeden powód dla dotowania prezerwatyw. Używanie prezerwatyw samo w sobie nie jest wystarczająco nagradzane. Kiedy używasz prezerwatywy chronisz zarówno siebie jak i swoich przyszłych partnerów (oraz partnerów twoich przyszłych partnerów), ale nagradzany (mniejszą szansą na złapanie infekcji) jesteś tylko za chronienie samego siebie. Twoi przyszli partnerzy nie mogą śledzić za tym czy używałeś prezerwatyw w przeszłości czy nie i dlatego nie mogą ci tego wynagrodzić wyszukanymi konkurami. Oznacza to, że nie zdobyłeś wszystkich korzyści, które ci się należą. W efekcie prezerwatywy są rzadko używane. Innymi słowy ludzie używają zbyt mało prezerwatyw z tych samych powodów, dla których uprawiają zbyt mało seksu. Kiedy Martin uprawia seks z Joan, to jest to dobre dla jej przyszłych partnerów. Kiedy Martin używa prezerwatywy to jest to dobre dla przyszłych partnerów Martina. W żadnym z omówionych wypadków przyszli partnerzy nie mają żadnej okazji żeby wpłynąć na zachowanie Martina. Często dowodzi się, że dotowane (lub bezpłatne) prezerwatywy mają dobre i złe strony. Dobrą stroną jest to, że redukują ryzyko płynące z przypadkowego kontaktu seksualnego, a domniemaną złą stroną jest to, że zachęcają do większej ilości przypadkowych kontaktów seksualnych. Ale to nie jest dobra i zła strona – to są dwie dobre strony. Bez dopłat ludzie nie używają wystarczająco wiele prezerwatyw, i bez dotacji ludzie, którzy najbardziej cenią sobie prezerwatywy nie mają wystarczającej ilości partnerów seksualnych. Główną wadą dotowania prezerwatyw jest to, że nie są one wystarczająco kosztowne by było co dotować. Można zmniejszyć cenę prezerwatywy z dolara do zera bez wywierania większego wpływu na seksualne wybory ludzi. Naszym celem, w takim razie, powinno być sprowadzenie ceny prezerwatyw poniżej zera poprzez nagradzanie ludzi, którzy ich używają. Innymi słowy powinniśmy dawać nagrodę za używanie prezerwatyw. Najlepszą ze wszystkich możliwych nagród byłaby taka, która byłaby cenniejsza dla wstrzemięźliwych Martinów niż dla prowadzących bogate życie seksualne Maxwellów. Pamiętając o tym dziennikarz Oliver Morton wspaniale zasugerował, że jeśli przynajmniej część wstrzemięźliwości spowodowana jest nieśmiałością i niezdolnością znalezienia sobie partnera (natomiast prowadzący bogate życie seksualne nie mają problemów w tym zakresie), wówczas odpowiedzią może być utworzenie finansowanej z budżetu państwa służby kojarzenia par: przynieś do nas zużytą prezerwatywę, a my umówimy cię na randkę. Cały problem – razem z zamieszaniem w sprawie dotowania prezerwatyw – zniknąłby gdyby nasza przeszłość seksualna w jakiś sposób stała się widzialna, w ten sposób przyszli partnerzy mogliby nagrodzić rozwagę w przeszłości i dzięki temu zapewniać odpowiednią motywację. Prawdopodobnym jest, że technologia może ostatecznie uczynić to rozwiązanie wykonalnym. (Wyobrażam sobie pornografię w przyszłości: "Jej spódnica ześliznęła się na podłogę, a jego spojrzenie zatrzymało się na jej udach, i w tym momencie na monitorze pojawi się komunikat: 'strona oglądana 314 razy'".) Lub, jak zasugerował jeden z moich czytelników Slate'a, moglibyśmy mieć usługę w trybie on-line do rejestrowania negatywnych wyników testów na obecność wirusa HIV. Wklepywałbyś nazwisko potencjalnego partnera i dostawał odpowiedź w stylu: "ostatni negatywny wynik testu 7/4/2006". Lub, dla ochrony danych osobowych, wpisywałbyś nie nazwisko, ale numer dowodu osobistego, który dostałbyś od partnera. Na ekranie oprócz wyników testu mogłoby się pojawić również zdjęcie w celu uniknięcia posługiwania się fałszywym dowodem tożsamości. To trafia do mnie jako dobry pomysł, ale nie mogę zrozumieć, dlaczego nikt jeszcze tego nie praktykuje. Do tego czasu najprawdopodobniej najlepszym, co możemy zrobić, jest sprawić by prezerwatywy były niedrogie – no i pozbyć się tych reklam w metrze.